W życiu każdego człowieka nadchodzi pewien moment, w którym czuje się zobligowany do przeproszenia innego człowieka za swój czyn, słowo lub emocję.
W życiu każdego człowieka nadchodzi pewien moment, w którym czuje, że nie rozumie zachowań innych ludzi.
W moim życiu nadszedł drugi moment. W życiu otaczających mnie osób nadszedł ten pierwszy moment.
I tak już od kilku dni mam do czynienia z przeprosinami. Przepraszają mnie za głupoty, rzeczy nieistotne, banały. Przepraszają mnie za coś, z czego raczej powinni być dumni, niż zawstydzeni. Chodzą i obłędnym głosem tłumaczą mi, że nie chcieli, że było źle itp. itd. A ja z tego nic nie rozumiem. Po co? Dlaczego? Czemu akurat w tym czasie?
Ludzie drodzy. Opamiętajcie się i zlitujcie nad moją kondycją psychiczną! Nie przepraszajcie za byle, za przeproszeniem, odchody, bo dojdzie do tego, że będziecie przepraszać za głośniejsze stąpnięcie w mojej obecności. Co Was naszło? Jesienna deprecha dopadła? Nagłe ochłodzenie spowodowało inną pracę organów wewnętrznych?
Chociaż wytłumaczcie dlaczego Was wszystkich naszło z tym przepraszaniem w jednym czasie? Bo ja tego zrozumieć nie potrafię.
Przepraszam 